Witam w spóźnionym jak zwykle przeglądzie. Dziś krótko i szybko, bo niestety nadchodzi sesja, spędzająca studentom sen z powiek. Oczywiście oznacza to nie mniej, nie więcej, że zawieszam działalność bloga do końca czerwca. Mam nadzieję, że się zmartwiliście;p Do zobaczenia:)
Impure Wilhelmina – L’amour, la mort, l’enfance perdue*

Impure Wilhelmina - L'Amour, La Mort, l'Enfance Perdue (2005)
„L’amour…” to moim zdaniem najpełniejsze dzieło Impure Wilhelmina, będącego podobno pierwszym zespołem w tym rejonie Europy, który zaczął grać post-hardcore z sludge’owym zacięciem (czyli w stylu Amenra, Vancouver, Celeste czy Time to Burn).
Nie jest to wydawnictwo doskonałe, ale jak na razie najlepiej prezentuje ideę dość nietuzinkowej muzyki Belgów, czyli emocjonalnego post-hardcore. Ich muzyka to połączenie sludge’owatego post-hardcore z rockową melodyką i emocjonalnością. Powstaje w ten sposób płyta mniej hm…ortodoksyjna (jeśli tak można to nazwać) jak na ten gatunek. Jest tutaj kilka zapadających w pamięć, a nawet przebojowych momentów które dobrze urozmaicają takty typowo post-harcdore’owe. Tego albumu dobrze słuchać w pół-mroku, gdyż dopiero wtedy na jaw wychodzi jego mrok oraz całkiem bogata emocjonalność, co pozwala się nim pełni nacieszyć.
„L’amour…” to całkiem ciekawa pozycja. Nie jest to żadna rewelacja, ale zagrany dobrze i z pewna dozą polotu album, który powinien (chociażby z ciekawości) znaleźć się w odtwarzaczu każdego fana post-hardcore’u/sludge metal’u, polecam.
Ocena: 4+/6
Data wydania: kwiecień 2005
Wydawncitwo: Space Patrol Records
*w wolnym przekładzie z francuskiego: Miłość, śmierć, utracone dzieciństwo
Toxic Holocaust – “An Overdose of Death…”

Toxic Holocaust - An Overdose Of Death... (2008)
Ta płyta to jedna z tych, które bardzo dobrze bawią, i potrafią nieźle rozbujać dzięki niezłym melodiom. Dopiero jednak po paru odsłuchach zdajemy sobie sprawę, że to już gdzieś słyszeliśmy, i to nie raz.
No właśnie, Toxic Holocaust nie wnosi swoją muzyką absolutnie nic nowego na rynek thrash metalowy. Mimo wszystko jednak, jest to porcja dobrze zagranej muzyki. Joel Grinder lubuje się najwyraźniej nie tylko w samym thrashu, ale także we wczesnym black metalu (osadzonym w końcu w thrash metalu) a także w punku. Wszystkie te inspiracje słychać bardzo dobrze na „An Overdose of Death…”. Utwory są stosunkowo krótkie, treściwe ale mało zróżnicowane i rozbudowane. Króluje tutaj punkowa energia i prostota połączona z metalowymi riffami. Solówek tutaj jak na lekarstwo jedyna, która mi utkwiła w pamięci to ta mini-solówka z „Wild Dogs”. Ze strony reszty instrumentalistów także żadnych rewelacji nie uświadczymy. Wokal – lekko blackowate skrzecznie, dobrze pasujące do tej muzyki.
Z jednej strony prostota tej muzyki to minus, w thrashu przydałoby się więcej bardziej technicznych zagrywek. Z drugiej z tego albumu płynie punkowo-metalowy żywioł i dynamika, która sprawia, że słuchanie tej muzyki to niezła frajda. Podsumowując, „An Overdose of Death…” to fajna, porządna płyta thrashowa. Nie powala na kolana, ale jej słuchanie sprawia wiele frajdy.
Ocena: -4/6
Data wydania: 2 września 2008
Wydawnictwo: Relapse Records
Carpathian – Isolation

Carpathian - Isolation (2008)
Pewien dziennikarz (nie pamiętam niestety jaki i skąd) napisał, że na scenie hc pełno jest zespołów grających niemalże identycznie, i jakby bojących się wyjść poza schemat. Coś w tym chyba jest, bo gdy przesłuchiwałem jesiennego samplera wytwórni Deathwish Inc, to naprawdę nie odróżniłbym bez wkładki jednego zespołu od drugiego.
Podobnie jest z Carpathian, ich muzyka wpisuje się typowe standardy amerykańskiego hc (choć sam zespół to produkt australijski), lokując się w pobliżu takich kapel jak Lifelong Tragedy czy Killing The Dream. Średnie tempa, punkowe rytmy, krótkie utwory i całkiem miłe dla ucha melodie. Niby wszystko dobrze, po słucha się fajnie i przyjemnie ale…ale wtórne to wszystko. Carpathian moim zdaniem za mało różni się od innych kapel tego nurtu, aby się jakoś wybić. Na pewno utrzymają stały fanbase w kręgach hc, bo chały nie oferują, ale na nic większego moim zdaniem nie mogą liczyć. Posłuchać jak najbardziej można, ale nic wielkiego nie stracicie jeśli Carpathian ominiecie.
Ocena: 3+/6
Data wydania: 2 sierpnia 2008
Wydawnictwo: Deathwish Inc.
Witam w spóźnionym jak zwykle przeglądzie. Dziś krótko i szybko, bo niestety nadchodzi sesja, spędzająca studentom sen z powiek. Oczywiście oznacza to nie mniej, nie więcej, że zawieszam działalność bloga do końca czerwca. Mam nadzieję, że się zmartwiliście;p Do zobaczenia:)
Impure Wilhelmina – L’amour, la mort, l’enfance perdue*
„L’amour…” to moim zdaniem najpełniejsze dzieło Impure Wilhelmina, będącego podobno pierwszym zespołem w tym rejonie Europy, który zaczął grać post-hardcore z sludge’owym zacięciem (czyli w stylu Amenra, Vancouver, Celeste czy Time to Burn).
Nie jest to wydawnictwo doskonałe, ale jak na razie najlepiej prezentuje ideę dość nietuzinkowej muzyki Belgów, czyli emocjonalnego post-hardcore. Ich muzyka to połączenie sludge’owatego post-hardcore z rockową melodyką i emocjonalnością. Powstaje w ten sposób płyta mniej hm…ortodoksyjna (jeśli tak można to nazwać) jak na ten gatunek. Jest tutaj kilka zapadających w pamięć, a nawet przebojowych momentów które dobrze urozmaicają takty typowo post-harcdore’owe. Tego albumu dobrze słuchać w pół-mroku, gdyż dopiero wtedy na jaw wychodzi jego mrok oraz całkiem bogata emocjonalność, co pozwala się nim pełni nacieszyć.
„L’amour…” to całkiem ciekawa pozycja. Nie jest to żadna rewelacja, ale zagrany dobrze i z pewna dozą polotu album, który powinien (chociażby z ciekawości) znaleźć się w odtwarzaczu każdego fana post-hardcore’u/sludge metal’u, polecam.
Ocena: 4+/6
Data wydania: kwiecień 2008
Wydawncitwo: Space Patrol Records
*w wolnym przekładzie z francuskiego: Miłość, śmierć, utracone dzieciństwo
Toxic Holocaust – An Overdose of Death…
Ta płyta to jedna z tych, które bardzo dobrze bawią, i potrafią nieźle rozbujać dzięki niezłym melodiom. Dopiero jednak po paru odsłuchach zdajemy sobie sprawę, że to już gdzieś słyszeliśmy, i to nie raz.
No właśnie, Toxic Holocaust nie wnosi swoją muzyką absolutnie nic nowego na rynek thrash metalowy. Mimo wszystko jednak, jest to porcja dobrze zagranej muzyki. Joel Grinder lubuje się najwyraźniej nie tylko w samym thrashu, ale także we wczesnym black metalu (osadzonym w końcu w thrash metalu) a także w punku. Wszystkie te inspiracje słychać bardzo dobrze na „An Overdose of Death…”. Utwory są stosunkowo krótkie, treściwe ale mało zróżnicowane i rozbudowane. Króluje tutaj punkowa energia i prostota połączona z metalowymi riffami. Solówek tutaj jak na lekarstwo jedyna, która mi utkwiła w pamięci to ta mini-solówka z „Wild Dogs”. Ze strony reszty instrumentalistów także żadnych rewelacji nie uświadczymy. Wokal – lekko blackowate skrzecznie, dobrze pasujące do tej muzyki.
Z jednej strony prostota tej muzyki to minus, w thrashu przydałoby się więcej bardziej technicznych zagrywek. Z drugiej z tego albumu płynie punkowo-metalowy żywioł i dynamika, która sprawia, że słuchanie tej muzyki to niezła frajda. Podsumowując, „An Overdose of Death…” to fajna, porządna płyta thrashowa. Nie powala na kolana, ale jej słuchanie sprawia wiele frajdy.
Ocena: -4/6
Data wydania: 2 września 2008
Wydawnictwo: Relapse Records
Carpathian – Isolation
Pewien dziennikarz (nie pamiętam jaki i skąd) napisał, że na scenie hc pełno jest zespołów grających niemalże identycznie, i jakby bojących się wyjść poza schemat. Coś w tym chyba jest, bo gdy przesłuchiwałem jesiennego samplera wytwórni Deathwish Inc, to naprawdę nie odróżniłbym bez wkładki jednego zespołu od drugiego.
Podobnie jest z Carpathian, ich muzyka wpisuje się typowe standardy amerykańskiego hc (choć sam zespół to produkt australijski), lokując się w pobliżu takich kapel jak Lifelong Tragedy czy Killing The Dream. Średnie tempa, punkowe rytmy, krótkie utwory i całkiem miłe dla ucha melodie. Niby wszystko dobrze, po słucha się fajnie i przyjemnie ale…ale wtórne to wszystko. Carpathian moim zdaniem za mało różni się od innych kapel tego nurtu, aby się jakoś wybić. Na pewno utrzymają stały fanbase w kręgach hc, bo chały nie oferują, ale na nic większego moim zdaniem nie mogą liczyć. Posluchać jak najbardziej można, ale nic wielkiego nie stracicie jeśli Carpathian ominiecie.
Ocena: 3+/6
Data wydania: 2 sierpnia 2008
Wydawnictwo: Deathwish Inc.
Tagi: hardcore, metal, Muzyka, post-hardcore, post-metal, post-rock, Recenzje, sludge, sludge-metal, thrash metal