Muzyczny Przegląd: Daïtro i Sed Non Satiata – emocjonalny hardcore z Francji

listopad 8, 2009 - autor: keenesh

Oj dawno już nie gościł na łamach tego bloga Muzyczny Przegląd. Zrezygnowałem z cotygodniowej formy tego cyklu, gdyż po części wymuszała na mnie trochę masowe podejście do słuchania płyt aby “uzbierać” materiał na kolejny odcinek. Zamiast tego teraz, kiedy znajdę potrzebę opisania/ocenienia/zestawienia ze sobą paru płyt naraz wykorzystam do tego szyld MP. Tyle w kwestii wyjaśnień czysto “technicznych” – czas przejść do meritum.

Dziś chcę przedstawić wam dwa bardzo ciekawe albumy z Francji reprezentujące, ogólnie mówiąc, emocjonalny hardcore. Tak tak, teraz gdy słowo emo ma pejoratywny wydźwięk lepiej (i bezpieczniej!) jest posłużyć się jego pierwotną wersją. Ale od razu powiedzmy sobie jasno – muzyka zawarta na tych krążkach oprócz wspólnej łatki  nie ma nic wspólnego z zespołami takimi jak Fall out Boy, Hawthorne Heights itp. (nie miejsce tu i czas na wywód na temat rozwoju emocore’a, zainteresowanych odsyłam do wikipedii). A więc…Panie i Panowie, przed Wami…Daitro i Sed Non Satiata! Powitajcie gości gorącymi brawami!

  • Daïtro – Y

daitro

Daïtro - Y (2009)

Niemalże w każdym źródle, z którego czerpałem informacje na temat tego zespołu był on określany jako absolutna czołówka europejskiej sceny screamo. Choć w temacie “prawdziwe emo/screamo” jestem zupełnym żółtodziobem to nie dziwie się takiemu stanowi rzeczy – muzyka Daïtro nawet oderwana od kontekstu tej sceny jest po prostu bardzo dobra.

Po pierwsze dźwięki zawarte na “Y” są niesamowicie melodyjne. Nie, może nie przebojowe niczym kalifornijski punk, ale melodyjne, harmonijne i powodujące, że chce się do nich wracać. Po drugie w tych melodiach muzycy Daïtro potrafią zawrzeć prawdziwy wulkan emocji. Po trzecie “Y” to album zróżnicowany a zarazem monolityczny. Przez cały czas słyszymy charakterystyczny styl grania, jednak za pomocą zmian tempa i dynamiki muzycy konstruują nieprzeciętne i ciekawe kompozycje. Co ciekawe obok mocnego zadziornego grania sporo tutaj odlotów w kierunku klimatycznego post-rocka.

Francuski to bardzo melodyjny język – wokalne harmonie to chyba najmocniejszy składnik tej płyty. Mamy tutaj zarówno partie śpiewane “na czysto” jak i fragmenty z  krzyczanym wokalem, który jest na tyle mało intensywny, że nie spowoduje u nikogo bólu głowy. Żeby było lepiej notorycznie mamy tutaj do czynienia z podziałem wokali na dwie osoby, z chórkami (no tak, żadna odmiana hardcore’u nie obejdzie się bez tzw. “gang vocals”) a nawet z melodeklamacją. Bardzo dobrze, że Panowie postanowili trzymać się języka ojczystego, bo ten jest bardzo miły dla ucha i pozawala na odróżnienie się od tłumu kapel spiewających po angielsku.

Pod względem brzmieniowym muzyka nawiązuje raczej do punkowych korzeni hardcore’u. Nie, nie chodzi tu wcale o brud, niechlujstwo czy jakieś trzaski w głośnikach. Po prostu – zapomnijcie o amerykańskim hc i jego ciężkim, metalowym brzmieniu i wyciągnijcie z szafy The Clasha. Słyszycie to – gdzie tam ciężar, agresja i charczące od przesterów wzmacniacze? No właśnie, Daitro także nie atakuje nas potężnym brzmieniem – lekki przester gitar, soczysty bas i mocna perkusja wystarczą aby wykreować dobra atmosferę.

Podsumowując, najnowsze dzieło Francuzów z Daïtro mogę śmiało nie tylko fanom gatunku “real screamo”, ale każdemu wielbicielowi rocka, punku czy hardcore’u. Płyta nie jest tak skoczna jak typowe nuty inspirowane punkiem, ale w zamian oferuje miłą dla ucha atmosferę, wspomniane po tysiąckroć melodie i masę emocji – czyli tego, czego w emocjonalnym hc zabraknąć nie może.

Ocena: 5/6

Data wydania: wrzesień 2009

Wytwórnia: PurePainSugar

  • Sed Non Satiata – Le Ciel De Notre Enfance

sed_non_satiata

Sed Non Satiata - Le Ciel De Notre Enfance

Druga propozycja na dziś to także czołówka europejskiej sceny screamo, tym razem jednak w nieco bardziej agresywnym wydaniu. Francuski kwartet z Tuluzy swoją nazwę zaczerpnął z tytułu jednego z wierszy Charlesa Baudelaire’a, który znaczy dosłownie mniej więcej “Nigdy nie zaspokojony”.

Z dźwięków Sed Non Satiata wypływa duża doza jesiennej melancholii i smuteku doprawionego sporą dozą złości i młodzieńczego gniewu. Płytę rozpoczyna spokojne intro utworu “Moi Le Premier”. Spokojne dźwięki po parudziesięciu sekundach ustępują  kaskadzie cięższych gitar i krzyczanemu, francuskiemu wokalowi. W środkowej części utwór uspokaja się nieco, dalej jednak utrzymując ten sam ciężar. Przy okazji już na początku zespół punktuje za ciekawą pracę dwóch gitar.

Kolejny na trackliście “Spirit Fuel” utrzymany jest w tym samy duchu – rozpoczyna się nieco złowrogim gitarowym intrem, by po chwili przejść w skoczny i intensywny emocjonalny hardcore. W samym środku “Le Ciel De Notre Enfance” muzycy umieścili ciekawy instrumentalny, post-rockowy “En Attendant L’aube”. Jest to najbardziej nastrojowy utwór na tej płycie. Mamy tutaj klasyczne dla post-rocka powolne rozkręcanie się i narastanie utworu w kierunku punktu kulminacyjnego po którym następuje uspokojenie i stopniowe wyciszenie utworu. Jedna z ciekawszych kompozycji na tym wydawnictwie.

W następnym utworze, “Hypocrisie Des Sentiments” , zespół znów podkręca obroty. Melodyjny wstęp szybko ustępuje mocnemu, wściekłemu rockowemu wykopowi.  Niespełna 2 minutowy strzał to jednak tylko preludium do “Urgent D’attendre”. Utwór finałowy to kolejny dynamiczny wulkan emocji. Mamy tutaj szybki  nerwowy początek, zaskakujące zmiany tempa  i podniosłą końcówkę. Zespół używa tutaj także czystych wokali, a część tekstu jest śpiewana po angielsku.

Sed Non Satiata zachowuje więc intensywność i dynamikę muzyki hardcore, wtrącając jednak parę groszy w postaci głębokiej emocjonalności. Francuzi przejawiają jednak także liczne ciągoty post-rockowe, ujawniające się w pełni we wspomnianym wyżej “En Attendant L’aube”. Tego typu patentów zespół umiejętnie używa do zbudowania tajemniczego, jesiennego klimatu.

Brzmienie SNS choć z jednej strony podobne do opisywanego wyżej Daïtro, jest nieco cięższe. Mniej wyraźna jest tu perkusja, za to gitary są mocniej przesterowane co daje im mocniejsze, bardziej rockowe brzmienie. Warto także odnotować fakt, że mamy tutaj dwie gitary i każda brzmi inaczej co daje bardzo ciekawy efekt pojedynkowania i przenikania się jednej gitary z drugą.

“Le Ciel De Notre Enfance” jest bardzo dobrą i ciekawą propozycją. Największą jej wadą jest długość – 23 minuty z sekundami to trochę mało, tym bardziej, że muzykę otrzymujemy przednią. Nie ma tutaj ani grama nudy, są tylko ciekawe, zarówno dynamiczne jak i nastrojowe kompozycje wypełnione po brzegi silnymi, młodzieńczymi emocjami. Po przesłuchaniu pozostaje więc pewien niedosyt, który jednak nie zmienia faktu, że gorąco polecam to wydawnictwo.

P.S. Album można ściągnąć za darmo ze strony zespołu. Wystarczy wejść w dział “Discography” a potem kliknąć na okładkę albumu i bezczelnie pobrać każdy utwór z osobna.

Ocena: 4+/6

Data wydania: grudzień 2005

Wydawnictwo: PurePainSugar

[wywiad] 3/4 Converge kontra Leo Miller

listopad 7, 2009 - autor: keenesh

Trochę głupio się czuję wklejając po raz kolejny video z Metal Injection, ale wychodzę z założenia, że nie każdy śledzi zagraniczne serwisy muzyczne (jeśli się mylę, dajcie znać) dlatego wrzucam co ciekawsze materiały z tych które ja czytuję. Dziś przed Wami (kolejny) fajny wywiad z Natem Newtonem i Kurtem Ballou z Converge przeprowadzony przez Leo Millera (byłego frontmana obumarłego niedawno Animosity). Leo w nowej roli wyraźnie nie czuje się swobodnie, ale rozmowa jakoś płynie do przodu. Pod koniec wyskakuje tutaj nawet Jacob Bannon i porywa mikrofon. Enjoy!

 

Nowy album Gama Bomb za darmo!

listopad 6, 2009 - autor: keenesh

gama Bomb

Irlandzcy thrashowcy z Gama Bomb działający pod skrzydłami Earache Records udostępnili swój nowy album “Tales From The Grave In Space” do pobrania całkowicie za darmo z tej strony. Tak szczerze powiedziawszy to nie słyszałem nic ich ani o nich, ale skoro ta płyta jest za friko to może warto dać chłopakom szansę?

[klip] Slayer – Playing With Dolls

listopad 4, 2009 - autor: keenesh

Slayer bleeding

Pod koniec października Slayer na swoim profilu myspace opublikował ciekawy obrazek pod tytułem “Playing With Dolls”. Nie jest to jednak zwykły klip – jego koncepcja odbiega daleko od tego co zazwyczaj rozumiemy pod pojęciem teledysk.

Otóż “Playing With Dolls” to 18 minutowa etiuda (chyba tak to najlepiej nazwać) podzielona na kilkanaście rozdziałów, odpowiadających poszczególnym utworom ze specjalnej edycji nowego (podobno świetnego) wydawnictwa grupy – “World Painted Blood”. Opowiadają one historię psychopaty, który morduje kobiety aby pozyskać “części” dla swojej lalki w skali 1:1, trzymanej w lodówce. Całość jest zrealizowana w takim komiksowym stylu, przywodzącym nieco na myśl rysowane przerywniki z serii gier Max Payne, oscylując przy tym od strony kolorystycznej wokół konceptu podobnego do Sin City (tylko krew jest czerwona, reszta czarno-biała).

No i wydawać by się mogło, że dostaniemy coś bardzo ciekawego i na poziomie, jednak tak nie jest. Po pierwsze ktoś wpadł na niezbyt mdry pomysł, żeby przyciąć cały album do tych 18 minut. W ten sposób w każdym “czapterze” otrzymujemy jedynie małą próbkę każdego utworu. Po drugie inny inteligentny człowiek owe eksplozje thrashu postanowił poprzecinać czymś w rodzaju filmowego soundtracku, co strasznie załamuje dynamikę całości, i skraca czas obcowania z prawdziwym Slayerem do paru sekund na rozdział. Paradoksalnie najwięcej Slayera słychać w czasie napisów końcowych. Po trzecie już po paru minutach cała historia robi się jakaś taka tania, a sceny mordów mało interesujące.

W ostatecznym rozrachunku jestem na nie – kolejny zmarnowany ciekawy pomysł. A wystarczyło to jakoś sprytniej zmontować, albo wypuścić jako serię paru klipów, niekoniecznie do każdego utworu na płycie. Mimo wszystko obejrzyjcie sami, może to tylko Ja nie ogarnąłem tego konceptu.

P.S. podziękowania dla kovala za info ;)

[recenzja] Converge – Axe to Fall

listopad 4, 2009 - autor: keenesh
converge_axe_to_fall

Okładka "Axe to Fall" - jak zwykle autorstwa wokalisty Jacoba Bannona

Minęły już dokładnie dwa tygodnie od czasu premiery najnowszego krążka Bostończyków, a więc już czas najwyższy na to, aby podzielić się przemyśleniami na temat “Axe to Fall”.

Czy było warto czekać? Czy tygodnie, spędzone na śledzeniu najmniejszego choćby ruchu w obozie J. Bannona i spółki nie były zmarnowane? Czy napięcie wywoływane co jakiś czas informacjami n.t. tracklisty, okładki czy udziału gości w nagraniu były adekwatne do tego co dostaliśmy? Bez wątpienia odpowiem: TAK.

Boston powraca w świetnym stylu, zbierając do kupy wszystko to co było przed i po przybyciu na ten świat damy o imieniu “Jane Doe“, miażdżąc bezlitośnie słuchaczy i depcząc dostojnie po ich zwłokach. Jest ciężko, dynamicznie, skocznie, punkowo, metalowo, melodyjnie – do wyboru do koloru, “Axe to Fall” oferuje wszystko to, co można rozumieć pod pojęciem “Converge”.

Pierwsze co rzuca się w oczy/uszy to świetne tempo  i dynamika tej płyty. Zespół przez większą część “Axe to Fall” mknie do przodu niczym rozpędzony pociąg, zwalniając jedynie w kilku utworach – ale to tylko dla smaku i urozmaicenia hardcore’owej kanonady. Pierwsze trzy utwory, “Dark Horse”, “Reap What You Sow” i “Axe to Fall” to prawdziwe, niszczące petardy. Po nich następuje krótki i zawadiacki “Effigy” i pierwsze zwolnienie w postaci majestatycznego “Worms Will Feed/Rats Will Feast”. I znów przyśpieszamy w “Wishing Well”, by nieco zwolnić w rozbudowanym i mocnym “Damages” z….dzwonkami w tle.

Następnie zwrot o (niecałe, niecałe) 180 stopni i mamy znów wysokie obroty w “Losing Battle”. Kolejny utwór, “Dead Beat” pozornie znów zwalnia tempo, ale po kilku chwilach okazuje się, że on także jest nieźle  nakręcony i mknie do przodu po trupach – spokojniejsze fragmenty to tylko taki podstęp wymierzony w słuchacza. “Cutter” i “Slave Driver” to skoczny i miły dla ucha zjazd ku końcówce płyty, która przynosi nam dwie prawdziwe perełki. Pierwsza to nietypowe jak na Converge “Cruel Bloom” z partią pianina i świetnym wokalem Steve’a Von Tilla (Neurosis) zwieńczone potężną końcówką, a druga to mroczny “Wretched World” z udziałem Mookiego Singermana z Genghis Tron.

Przy okazji recenzji tej płyty można z czystym sumieniem pochwalić wszystkich muzyków grupy. Jacob Bannon po raz kolejny dał z siebie i swojego gardła wszystko, tym razem częściej używając krzyku/śpiewu (ale spokojnie, “szczekania” też tutaj sporo). Ponadto jak zwykle jest autorem okładki i świetnych tekstów. Ben Koller - garowy – po raz kolejny serwuje ogromną porcję przedniego, mocnego i rozsadzającego głowę bębnienia. Na medal spisali się także gitarzyści - Nate Newton ze swoimi chórkami i potężnym basem, no i ten słynny Kurt Ballou. Nie mam wątpliwości, że Ballou to pierwsza liga wśród hardcore’owych gitarzystów. Pełne dysonansów i szalonych eskapad po gryfie (“Dark Horse”!) riffy to specjalność tego Pana. Co ciekawe nie znalazłem tutaj (poza “Cruel Bloom”) żadnego patentu nie brzmiącego convergowsko – wszystko utrzymane w dobrze znanym nam stylu.

Na płycie wzięła też udział całkiem liczna grupa gości. Mamy tutaj m.in. Uffe Cederlunda (Disfear, ex-Entombed) na gitarze w “Wishing Well”, Brada Fickeisena z The Red Chord na perkusji w “Wretched World” czy Georga Hirscha z Blacklisted dośpiewującego w “Axe to Fall” i wielu innych (spójrzcie sobie na wikipedii, lista jest całkiem spora).  Na szczególne wyróżnienie spośród tego grona zasługuje jednak bez wątpienia gościnny występ Steve’a Von Till (Neurosis) i Mookiego Singermana (Genghis Tron) o których już wspomniałem wyżej.

No i co tu więcej mówić? Converge po raz kolejny nie zawiodło swoich fanów (chyba, że ktoś jest malkontentem czepiającym się, że to nie “Jane Doe II”) – “Axe to Fall” to świetny materiał. Pomimo dość sporej, jak na tego typu muzykę, długości (ponad 40 minut) czas przy tym krążku mija bardzo szybko, a płyta ani przez moment nie nudzi. “Axe to Fall” można śmiało postawić na półce zarówno obok “You Fail Me” jak i “Jane Doe” – klasycznych już dzieł bostońskiej formacji. Nowe dziecko fantastycznej czwórki rewolucji nie przynosi, ale może to i dobrze – widać, że Panowie świetnie czują się w wypracowanej już dłuższy czas temu koncepcji metalicznego hardcore’u i wciąż potrafią w jej obrębie tworzyć miażdżące słuchacza kompozycje – a o to nam przecież chyba chodzi. Minus stawiam z przyzwoitości – “Jane Doe” jest tylko jedna.

P.S. – wybaczcie tę dłużyznę, ale: primo – nieczęsto trafia się tak ciekawa płyta do opisania; secundo – jestem fanem Converge, więc wiecie jak to jest:)

Ocena: -6/6

Wydawnictwo: Epitaph Records

Data wydania: 20 październik 2009

Tracklista:

  1. Dark Horse
  2. Reap What You Sow
  3. Axe To Fall
  4. Effigy
  5. Worms Will Feed
  6. Wishing Well
  7. Damages
  8. Losing Battle
  9. Dead Beat
  10. Cutter
  11. Slave Driver
  12. Cruel Bloom
  13. Wretched World
Co ciekawe pomimo dość sporej, jak na tego typu muzykę, długości (ponad 40 minut) czas przy “Axe to Fall” mija bardzo szybko, a płyta ani przez moment nie nudzi.

Behemoth – Until You Call On The Dark (Danzig cover)

listopad 2, 2009 - autor: keenesh

Zobaczcie tylko, co zupełnie przypadkiem znalazłem na YouTube – nasza rodzima metalowa bestia koweruje legendarnego Danziga. Na warsztat Nergal i jego koledzy wzięli “Until You Call On The Dark” z danzigowej “czwórki”. Moim zdaniem wyszło to zgrabnie, choć bez rewelacji, ale oceńcie lepiej sami:

[wywiad] John Baizley w wywiadzie dla Noisecreep

październik 28, 2009 - autor: keenesh

Ciekawych wywiadów nigdy dość – serwis Noisecreep przepytał niemalże legendarnego już plastyka i muzyka formacji Baroness (która podbija serca metalowej braci na całym świecie) m.in. na temat nowego albumu. Zapraszam do oglądania:

 

Ruszył serwis Asymmetry Festival a.d. 2010

październik 26, 2009 - autor: keenesh

asymmetry-logo

W ten weekend została uruchomiona pełna wersja  oficjalnej strony firlejowskiego Asymmetry Festivalu, prawdopodobnie najciekawszego niszowego wydarzenia muzycznego w naszym kraju. Na stronie znajdziecie wszystkie najpotrzebniejsze informacje na temat przyszłorocznej edycji tej imprezy, w tym tę najważniejszą,  czyli line-up na ten rok, który mówiąc krótko jest przedni. Czas rozpocząć odliczanie…i oszczędzać kasę na karnet!

P.S. Jeśli masz konto na serwisie last.fm nie zapomnij odwiedzić profilu tego wydarzenia (tutaj) i włączyć się w dyskusję!

Posłuchaj nowego albumu The Red Chord – Fed Through The Teeth Machine

październik 24, 2009 - autor: keenesh
the red chord

The Red Chord - jak zwykle zadowoleni i roześmiani

Już we wtorek premiera najnowszego albumu amerykańskich death-grindowców z The Red Chord. Tymczasem zespół udostępnił cały krążek do odsłuchania za pośrednictwem serwisu MetalSucks pod tym adresem. Posłuchajcie tego jak naszybciej, gdyż album będzie dostępny w tej formie tylko do poniedziałku!

P.S. Pod tym adresem znajdziecie jedną z pierwszych recenzji albumu, a tutaj wywiad z gitarzystą TRC na temat nagrywania nowego materiału.